30 maja 2015

Rozdział 2

Natychmiast wciągnęłam na siebie z powrotem bluzkę i z przerażeniem pisnęłam kiedy poczułam duże dłonie na moich biodrach. Odskoczyłam i szybko odwróciłam się aby dowiedzieć się co to za zboczeniec. Szok wymalował się na mojej twarzy, a szybko bijące serce zaczęło bić jeszcze szybciej. Znałam tą twarz.
-Co pan sobie wyobraża?-zapytałam oburzona robią jeszcze jeden krok w tył, tak dla bezpieczeństwa.
-Na pan to mi jeszcze nikt nie mówił.-zaśmiał się, pokazując przy tym wszystkie zęby-Wolę zdecydowanie Niall. Chociaż może zacznie mi się podobać i pan. W twoich ustach brzmi to tak seksownie.
-Wszystko jedno. Nie dotykaj mnie bo zacznę krzyczeć.-poprawiłam bluzkę tak aby zbyt dużo nie zobaczył.
-Ciekawy jestem kto cię uratuje. Jest środek nocy, a my jesteśmy na pustej plaży.-zaśmiał się, rozglądając się dookoła.
-Nie ważne. Lepiej się nie zbliżaj bo mi się to nie podoba.-warknęłam, wywracając oczami i podniosłam moją torbę z piasku.
-Zawsze lubiłem zadziorne.-ten idiotyczny uśmieszek nie schodził z jego twarzy.
-Cieszę się.-minęłam go i jak najszybciej zaczęłam iść w stronę schodów.
-Ale jak to już sobie idziesz? Nie ładnie tak odchodzić bez pożegnania.-zawołał za mną, a ja dłużej nie myśląc pokazałam mu środkowy palec nadal zmierzając w stronę tych przeklętych schodów.
-Też było miło cię poznać. Do zobaczenia.-krzyknął, a ja zaczęłam pokonywać pierwsze stopnie. Kiedy skierowałam wzrok w stronę plaży, zauważyłam, że chłopak jest w wodzie. Przecież to niebezpieczne. Co ja pieprzę sama planowałam to zrobić jakieś pięć minut temu. Może i bym sobie po prostu poszła ale wtedy zauważyłam, że postać w wodzie zaczęła się topić.
-Dureń.-warknęłam i rzuciłam się biegiem w stronę brzegu. Wpadłam do wody i szybko dopłynęłam do jednego z najsławniejszych kolesi na tej planecie. Jak wielkie moje zdziwienie było kiedy już byłam obok niego, on po prostu stanął na dnie i zaczął się śmiać jak chory psychicznie. Moje biedne serce mało co nie wyskoczyło mi z piersi. Zaczęłam gwałtownie nabierać powietrze bo czułam jak zaczynam się dusić. Woda wcale nie była taka ciepła jak mi się wydawało na dodatek, fale nie pomagały, a ja miałam coraz większy problem z nabraniem powietrza.
-Matko coś się stało?-usłyszałam, ale szybko pokręciłam głową i zaczęłam kasłać. Po chwili poczułam jak silne ramiona obejmują mnie w pasie, złapałam się jego przedramienia i zaczęłam spokojniej oddychać.
-Teraz Cię podniosę i zabiorę na brzeg.-powiedział cicho i zrobił to co zapowiedział. Kiedy niósł mnie w stronę brzegu, oparłam głowę na jego ramieniu i przymknęłam oczy powoli uspokajając moje szalone serce.
-Przepraszam.-przeczesałam włosy palcami i przyciągnęłam nogi do klatki piersiowej obejmując je ramionami.
-Nie masz za co.-westchnęłam, wpatrując się w wodę.
-Prawie przeze mnie nie utonęłaś. Serio nie mam za co przepraszać?-usiadł obok mnie. Jego zachowanie diametralnie się zmieniło. Jeszcze niedawno chciał mnie przelecieć, a teraz siedzi skruszony i przeprasza za to, że moje serce jest beznadziejne. Wzruszyłam ramionami i odwróciłam głowę w jego stronę.
-To nie twoja wina.-wyszeptałam, przyglądając się jego profilowi oświetlonemu przez światło księżyca. W rzeczywistości wygląda milion razy lepiej niż na zdjęciach, które wiszą w moim pokoju. Nie wierzyłam w to co się działo. Chciałam żeby ktoś mnie uszczypnął. To nie mogła być prawda, że właśnie w tym momencie siedzę obok kolesia, który dwa lata temu zawładnął moim światem. Pokręciłam z niedowierzaniem głową i cicho się zaśmiałam.
-Z czego się śmiejesz?-zapytał, spoglądając na mnie.
-Jaki ten świat jest popierdzielony.-wycisnęłam wodę z moich włosów, nadal ciesząc się z takiej głupiej rzeczy.
-Oj żebyś wiedziała. Tak w ogóle to nadal bym cię przeleciał. Tu i teraz. Twoja mokra koszulka tylko dodaje mi powodów żebym się nie powstrzymywał.-razem z tymi słowami przestałam się śmiać i z powrotem na niego spojrzałam. Gapił się bezczelnie na moje ciało. W jego spojrzeniu można było dostrzec pożądanie i fascynację. Wstałam powoli nie zrywając kontaktu wzrokowego. Stanęłam przed nim i pochyliłam się tak, że nasze twarze były na tej samej wysokości. Delikatnie przyłożyłam dłoń do jego podbródka i przygryzłam dolną wargę.
-Niedoczekanie twoje.
Ponownie zaczęłam odchodzić w stronę wyjścia z plaży. Kiedy już byłam na szczycie odwróciłam się i zauważyłam, że chłopak leży na plecach, a z jego ust wydobywa się powoli dym. Przeszedł mnie dziwny dreszcz i nie wiedzieć czemu uśmiechnęłam się kręcąc z niedowierzaniem głową. Szybko powróciłam na ziemię i założyłam buty po czym zaczęłam wracać do domu.

-Witaj Eleno.-uśmiechnęłam się wchodząc do budynku.
-Witaj Lilly.-odpowiedziała w dziwnie wesoła recepcjonistka. Przecież ona mnie nienawidzi, a ja tym, że jestem dla niej uprzejma tylko bardziej ją irytuję.
-Ale jesteś dzisiaj wesoła.-zaśmiałam się odbierając od niej klucz do sali, ponieważ dzisiaj jako pierwsza miałam zajęcia.
-Mam swoje powody.
-Usidliłaś jakiegoś bogatego idiotę?-zapytałam.
-Cóż jeszcze mi się nie udało ale jeżeli jeszcze nie wiesz to dzisiaj odbędzie się ceremonia przyjęcia nowego członka do naszego klubu.-powiedziała i mało co nie zaczęła piszczeć.
-A coś mi się obiło o uszy.
-Przyjdź do Sali Kryształowej to się przekonasz czemu mam ochotę skakać z radości.
-Dobra zobaczę czy jest o co robić tyle hałasu.-ruszyłam w stronę sali pod, którą czekały już dwie moje uczennice ze swoimi mami. Jutro mamy zawody i już nie mogę się doczekać aż moje baletnice zaprezentują większej publiczności co potrafią. Zaprosiłam na zajęcia paru pracowników klubu co by przekonały się jak to jest występować przed obcymi dla nich ludźmi. Wszystko poszło zgodnie z planem. Wszystkie dziewczynki doskonale się bawiły podczas próby więc i ja czułam się szczęśliwa. Po baletnicach przyszła pora na zajęcia z grupą Judy, która odstąpiła mi ją tydzień wcześniej. Szczerze powiedziawszy to dali mi niezły wycisk. Odkąd pamiętam uczę zawsze grupy najmłodszych dzieci ze względu na swoje małe doświadczenie w nauczaniu. Tylko parę razy miałam przyjemność pracować ze starszymi dziećmi. Po trzygodzinnym bardzo intensywnym treningu odesłałam ich do domów. Kiedy zostałam sama na sali włączyłam sobie swoją ulubioną od niedawna piosenkę i zaczęłam tańczyć układ, który miały jutro zaprezentować moje baletnice. Ulepszyłam go o parę obrotów i skoków. Nagle usłyszałam brawa i od razu uśmiechnęłam się szeroko. W drzwiach stała Elena.
-Chodź primabalerina. Ominiesz najlepszą atrakcję dzisiejszego dnia.-co jej się stało, że sama tutaj przyszła i na dodatek biła mi brawo. Założyła się z kimś, że będzie dla mnie miła? Może jutro wyleje na mnie wiadro z zimną wodą co by sobie ulżyć tego bycia miłą.
-Już idę.-wyłączyłam muzykę, szybko zmieniłam koszulkę i zabierając wszystkie swoje rzeczy wyszłam z sali. Elena pośpieszyła mnie ruchem ręki, a ja podbiegłam do niej. Razem skierowałyśmy się w stronę Sali Kryształowej, czyli serca całego klubu. To tutaj zawsze odbywały się najważniejsze uroczystości i przyjmowano nowych, bardzo bogatych członków. Nazwę swoją zawdzięcza pięknym kryształowym żyrandolom oraz kryształowym figurom ustawionych pomiędzy wysokimi kolumnami. Generalnie miejsce to jest niesamowite bo wygląda jak sala w jakimś zamku. Moim największym marzeniem odkąd tutaj pracuje jest zatańczyć w tym miejscu. Weszłyśmy do środka gdzie było już mnóstwo ludzi. Najwidoczniej wszystko już się zaczęło bo przemawiał właśnie prezes.
-Idę stanąć bliżej.-usłyszałam szept Eleny i już po chwili nie było jej obok mnie.

Kiedy ten cyrk się skończy? Myślałem, że podpiszę tylko parę papierków i już będę mógł sobie grać w golfa ile tylko chcę. Ale nie po co ułatwiać ludziom życie skoro można urządzać wielkie ceremonie przyjęcia do klubu golfowego. Ten pajac co nazywa siebie prezesem zarabia na wszystkich członkach tego klubiku krocie. Musi ich godnie przyjmować. Powinienem czuć się wyróżniony bo nie dla każdego sprasza się wszystkich członków i władze miasta. Ale szczerze mówiąc mam to gdzieś i chcę już pograć w golfa.
-Proszę państwa zebraliśmy się dzisiaj, ponieważ dołącza do naszego klubu kolejna znakomita osobistość. Panie i panowie mam przyjemność ogłosić, że nowym członkiem naszego klubu będzie nie kto inny tylko pan Niall Horan.-rozległy się gromkie brawa, a ja wstałem ze swojego krzesła i ukłoniłem się. Może powinienem pomyśleć nad rolą w jakimś filmie. Aktorem to ja dobrym byłem. Nawet udało mi się uśmiechnąć do tych wszystkich baranów. Światła fleszy nawet mnie nie wzruszyły. Byłem w końcu do tego przyzwyczajony. Uścisnąłem dłoń pana prezesa i odebrałem oficjalny certyfikat członkostwa. Zapolowaliśmy do paru zdjęć żeby jutro rano każdy w okolicy mógł przeczytać o tej cudowniej ceremonii w gazecie. Powinienem dostać Oscara za pierwszoplanowego aktora.
-Jest mi niezmiernie miło, że mogę być członkiem tak niesamowitego klubu. Mam nadzieję, że będzie to owocna współpraca. Do zobaczenia na polach.-uśmiechnąłem się szeroko do tych wszystkich głupców, którzy wpatrywali się we mnie jak w obrazek. To chyba był największy błąd mojego życia. Mogłem przecież sam otworzyć swoje pole golfowe. Kiedy odchodziłem od mikrofonu moim oczom ukazała się znajoma twarz. To jej nie mogłem się pozbyć od tygodnia z głowy. Jednak to członkostwo nie było takim głupim posunięciem. Skoro tutaj przyszła to też jest jedną z członkiń co oznacza, że niedługo wyląduje w moim łóżku. Już ja się o to postaram. Kiedy cała ceremonia się skończyła i wymieniłem milion uścisków dłoni, wybiegłem za moją brunetką do przelecenia. Widziałem wcześniej, że rozmawiała z inną brunetką, którą w sumie też mógłbym zaliczyć. Obydwie wyszły, a ja postanowiłem, że muszę je dogonić.

Gdyby nie Elena pewnie już dawno bym wybiegła z tej przeklętej ceremonii. Mam nadzieję, że nowy członek nie dowie się, że tutaj pracuję i nie będę musiała się bawić w unikanie go. Nie zrobił na mnie zbyt dobrego pierwszego wrażenia i teraz nie marzy mi się mijać go na korytarzach. Kiedy już udało mi się przekonać Elenę, że muszę iść od razu ruszyłam w stronę wyjścia. Trochę ciężko było się przepchnąć przez ten tłum ale w końcu trafiłam do drzwi wyjściowych. Musiałam iść na około z racji, że Sala Kryształowa znajdowała się w głównym budynku, z którego mam dalej na przystanek. Poprawiłam torbę na ramieniu i wtedy też poczułam, że ktoś chwyta za moją dłoń. Odwróciłam się gwałtownie i wpadłam na męską klatkę piersiową. Od razu się odsunęłam.
-Co pan sobie wyobraża?-podniosłam głos, wyrywając swoją dłoń z uścisku.
-Lubię gdy mówisz mi na pan.-jego śnieżnobiały uśmiech mało co mnie nie oślepił.
-Czego ode mnie chcesz?-zapytałam, robiąc krok do tyłu.
-Liczyłem na bardziej radosne przywitanie. Nie cieszysz się, że też jestem członkiem tego klubu?
-Nie za bardzo.-poprawiłam włosy żeby nie wpadały mi na twarz.
-To co? Jutro o trzeciej na polu numer cztery?-zapytał, robiąc krok w moją stronę.
-Nie jestem zainteresowana.-zaczęłam odchodzić w stronę przystanku.

-Jeszcze będziesz.

13 maja 2015

Rozdział 1


Zirytowany rzuciłem poduszką w ścianę i od razu usłyszałem westchnienie wszystkich zebranych w pomieszczeniu.
-Jakim w ogóle cudem przyszło wam coś takiego do głowy?! Jesteście popierdoleni. Wszyscy.-wrzasnąłem, wyrzucając ręce do góry i już zacząłem iść w stronę drzwi ale głos jednego z tych palantów mnie powstrzymał.
-Wracaj na kanapę Horan.-warknął Paul. Odwróciłem się ale nie zamierzałem siadać z powrotem. Kiedy stałem mogłem szybciej stamtąd uciec.
-Twoje zachowanie jest karygodne. Powtarzamy ci to od miesięcy. Po ostatnich wydarzeniach miarka się przebrała. Zespół zawiesza działalność do odwołania. Tę decyzję podjęli jednogłośnie wszyscy zaangażowani.
-A ja to niby nie jestem zaangażowany?-prychnąłem kręcąc głową.
-No właśnie tutaj jest problem, że nie jesteś, a przynajmniej przestałeś być.-odezwał się Zayn kładąc nogi na stoliku.
-Masz zakaz pokazywania się publicznie. Wyjedziesz gdzieś daleko od Londynu i Dublina oraz wszystkich innych dużych miast. Do Stanów też nie możesz lecieć. Niedaleko Cork jest mała wieś, w której jest niezły klub golfowy i zatoka, w której aktualnie znajduje się twój jacht. Masz tam też dom, pragnę ci przypomnieć.
-I że niby mam tam wyjechać na nie wiadomo ile kurwa dni? Przecież to kompletna dziura.-nie wierzę, no po prostu nie wierzę. Co oni pierdolą?
-Jak widać alkohol jeszcze mózgu ci do końca nie zniszczył.-zaśmiał się Liam, a ja od razu posłałem w jego stronę mordercze spojrzenie.
-Dzisiaj o osiemnastej masz samolot. Na lotnisku będzie czekał na ciebie szofer, który zawiezie cię prosto do twojego domu.
-A czy ja przepraszam będę się poruszał? Mam rozumieć, że mogę kupić nowy samochód w takim wypadku?
-Nie będziesz go potrzebował.-wywróciłem oczami.
-Jeszcze zobaczymy.
-Preston odwiezie cię teraz do twojego apartamentu, a potem prosto na lotnisko.-od zawsze wiedziałem, że ten kutas jest kutasem. Nie rozumiem kto się zgodził na to żeby był naszym menadżerem.

(dwa tygodnie później)
Crosshaven, południowa Irlandia, niedaleko Cork, koniec świata dla niektórych. Miasto słynie ze swojego portu, w którym łodzie trzymają okropnie bogaci ludzie, bardzo ekskluzywnego klubu golfowego, w którym wcześniej wspomniani wydają swoje pieniądze oraz z pięknych widoków. Tak się składa, że mieszkam zupełnie po drugiej stronie tego uroczego miasteczka. Mimo to nie żałuję. Miejsce, w którym znajduje się mój dom jest piękne i tyle mi wystarczy. Dookoła pola zmieniające kolor w zależności od pory roku, wysoki klif, z którego rozpościera się widok na zapierający dech w piersiach ocean, a na dole piękna, piaszczysta plaża. Żyć nie umierać, można by było powiedzieć. A teraz wracamy na ziemię z tego pięknego miejsca i uświadamiamy sobie, że życie to nie bajka i trzeba jakoś na nie zarobić. Westchnęłam i szybko związałam włosy w kucyk.
-Veronica! Gdzie jest mój portfel?-zapytałam zbiegając parę stopni po schodach i wychyliłam się przez barierkę.
-Tam gdzie go zostawiłaś kochanie.-odpowiedziała podając mi do ręki szukaną rzecz. Uśmiechnęłam się i znowu pobiegłam do pokoju gdzie skończyłam pakować moją torbę i szybko zbiegłam na dół. Założyłam buty i oznajmiłam moje wyjście głośnym trzaśnięciem drzwi. Do centrum miałam półgodziny piechotą oraz pięć minut autobusem. Dzisiaj jednak nie miałam czasu na miły spacerek, ponieważ byłam trochę spóźniona, a na dodatek nie czułam się najlepiej. Udało mi się zdążyć na autobus w ostatniej chwili co prawda ledwo co mogłam oddychać ale i tak z uśmiechem na ustach powitałam kierowcę oraz moją przyjaciółkę Melanie.
-Znowu biegłaś?-zapytała, a ja tylko pokiwałam głową i oparłam ją o chłodną szybę autobusu.

-I raz i dwa i trzy i cztery. I raz i dwa i trzy i cztery.-liczyłam, przyglądając się moim uczennicom kiedy wykonywały zadanie. Zajęcia odbywały się w jednej z sal hotelu należącego do klubu golfowego. Duże okno na całą ścianę pozwalało podziwiać jachty w zatoce oraz to co działo się w porcie. Był to naprawdę magiczny widok. Zwłaszcza wieczorem kiedy Crosshaven zaczynało żyć drugim życiem, a łódki bogaczy delikatnie kołysały się na spokojnej wodzie.
-Psze pani mogę iść do łazienki?-z chwilowego zamyślenia wyrwał mnie słodki głosik jednej z moich uczennic.
-Oczywiście kochanie.-pogłaskałam ją po głowie i wróciłam do prowadzenia zajęć. Jeszcze parę lat temu sama się tutaj uczyłam chociaż i tak większość rzeczy nauczyłam się sama, tańcząc na łące obok mojego domu. Pamiętam jak Veronica odprowadzała mnie na te zajęcia, a ja zawsze nie chciałam stąd wychodzić. To były cudowne czasy. Taniec od zawsze był czymś co kocham całą sobą i na zawsze tym czymś zostanie. Moje dzieciństwo nie należało do tych najszczęśliwszych i to właśnie taniec od dodawał trochę kolorów mojemu życiu. Kiedy lekcja się skończyła zaczęły przychodzić mamy moich baletnic i zabierać je do domów. Mnie czekała jeszcze rozmowa z szefową i co miesięczna wypłata. Szybko zebrałam wszystkie sprzęty i odłożyłam na miejsce. Zabrałam torbę i ruszyłam w stronę biura pani Well. Pod drzwiami stała Elena. Recepcjonistka, której nienawidziłam całą sobą.
-Witaj Eleno.-powiedziałam, uśmiechając się.
-Witaj Lily. Już skończyłaś zajęcia? Nie za wcześnie?
-Jak widać nie za wcześnie skoro tutaj jestem. Za to ty nie powinnaś teraz siedzieć w recepcji?
-Wychodzę dzisiaj wcześniej bo dostałam zaproszenie na zabawę na jachcie jednego z naszych klientów.
-Żyć nie umierać.-na szczęście drzwi do biura otworzyły się i wyszła nasza szefowa.
-Choć Eleno.-poprawiła duże okulary i uśmiechnęła się widząc jej ulubioną pracownicę. Jedna warta drugiej. Ten sam typ człowieka. W sumie to nie wiem czemu Elena tutaj pracuje skoro ma pieniędzy więcej niż włosów na głowie. Zawsze mnie to zastanawiało. I bynajmniej nie dostała tego zaproszenia ze względu na swoją urodę, którą próbuje oczarować każdego nowo przybyłego klienta lecz jej ojciec dostał to zaproszenie, a ona z niego korzysta. Po pięciu minutach drzwi otworzyły się z powrotem i z pomieszczenia wyszła roześmiana Elena.
-Baw się dzisiaj dobrze.-uśmiechnęłam się do niej i pomachałam jej wchodząc do jaskini smoka jakim był gabinet mojej ukochanej szefowej.
-Usiądź Lily.-pani przed pięćdziesiątką z poprawionymi wszystkimi zmarszczkami, czyli jedyna w swoim rodzaju moja szefowa.
-Dziękuję.-zajęłam ten sam fotel, w którym siadałam co miesiąc.
-Nie będę owijać w bawełnę. Twoje uczennice mają w końcu coś wygrać bo inaczej oddam większość twoich godzin innej instruktorce.
-W przyszłym tygodniu mamy zawody. Według mnie są już gotowe więc nie musi się tym pani martwić.
-Mam nadzieję. Tutaj jest twoja wypłata.-podała mi kopertę-Tak w ogóle to Judy za dwa tygodnie kończy u nas pracę. Może chciałabyś przejąć jej grupę? Szczerze mówiąc nie chce mi się szukać nowej nauczycielki. Zastanów się i daj mi znać najpóźniej w przyszłym tygodniu.
-Oczywiście, że chcę przejąć jej grupę.-w głębi duszy skakałam z radości. Grupa Judy to najlepsza grupa z całej szkoły.
-Doskonale w przyszłym tygodniu podpiszemy umowę. To wszystko.
-Dziękuję. Do widzenia.-wyszłam z gabinetu i od razu skierowałam się do wyjścia z budynku. Kopertę schowałam do torby i wtedy też rozdzwonił się mój telefon. Zaczęłam szukać urządzenia ale jak zwykle nie zdążyłam odebrać. Natychmiast oddzwoniłam i już po chwili z drugiej strony odezwał się głos Veronica.
-Skończyłaś już czy przeszkodziłam ci w zajęciach?
-Skończyłam. Idę po zakupy, o które prosiłaś.

Po zakupach zdecydowałam się na powrót na piechotę do domu. Szłam sobie spokojnie przez miasto po chodniku wsłuchując się w muzykę lecącą w moich słuchawkach. W głowie już dobierałam kroki, które idealnie by pasowały do każdej sekundy utworu. Veronica zadzwoniła aby opowiedzieć mi sytuację, której była świadkiem. Zaśmiewałam się jak jeszcze nigdy. Mimo iż wiem, że nie powinnam bo główną rolę odgrywała moja szefowa. Veronica była moją starszą siostrą, którą życie nie potraktowało zbyt łagodnie. Wraz ze swoim mężem zaadoptowali mnie kiedy byłam jeszcze noworodkiem. Dwa lata temu Robert zostawił ją dla jakiejś dziewczyny, którą poznał podczas wypadu ze znajomymi do Cork. Ostatni rok to było prawdziwe wyzwanie i dla niej i dla mnie. Natomiast jeżeli chodzi o moją historię to do najlepszych też nie należy chociaż wszystko zależy od punktu widzenia. Moi rodzice podjęli decyzję, że nie dadzą rady się mną zaopiekować ze względu na swój młody wiek. Spotykam się z nimi raz na miesiąc albo i rzadziej. Nie mam im za złe tego, że mnie oddali. Gdybym to ja zaszła w ciąże w mając szesnaście lat postąpiłabym pewnie tak samo. Chociaż na szczęście nie zajdę już w ciążę w tym wieku bo jestem o trzy lata starsza. Nie grozi mi to bo chyba żaden chłopak mnie nie zechce do końca mojego marnego życia. Zostanę starą panną z gromadką kotów. Zaśmiałam się z moich myśli i pokręciłam z niedowierzaniem głową, że udało mi się coś takiego wymyślić. Przecież na pewno gdzieś na tym świecie jest ten jeden jedyny, który przyjedzie kiedyś na białym rumaku i porwie mnie w swoich silnych ramionach i pojedziemy razem w stronę słońca. Weszłam na pasy uprzednio rozglądając się czy na pewno nic nie jedzie. Kiedy byłam w połowie drogi wyślizgnęła mi się jedna z siatek z dłoni i wszystkie produkty posypały się po ulicy.
-Cholerna siatka.-przeklęłam pod nosem i szybko zaczęłam zbierać moje rzeczy. Dobrze, że za często tędy ludzie nie jeżdżą bo jeszcze bym skończyła na tej ulicy jak placek. Kiedy już się zbierałam usłyszałam głośny warkot silnika. Rozejrzałam się zdezorientowana i biegiem rzuciłam się na chodnik. Czarny motor zatrzymał się tuż przed pasami. Mężczyzna, który nim jechał uchyli delikatnie szybkę swojego czarnego kasku.
-Ulica nie służy do czołgania się.-powiedział z silnym irlandzkim akcentem.
-Wiem, siatka wypadła mi z ręki.-powiedziałam przerażona.
-Uważaj następnym razem.-powiedział i odjechał. Obejrzałam się za odjeżdżającym motorem i wtedy sobie uświadomiłam, że skądś kojarzę ten głos. O kurde. Co on tutaj robił przecież dla człowieka takiego jak on to koniec świata. Raczej dla multimilionerów w średnim wieku. Po chwili stania z otwartą buzią ruszyłam z powrotem w stronę mojego domu.

-Wróciłam!-krzyknęłam zamykając nogą drzwi.
-Nareszcie. Ile czasu można robić zakupy?-zapytała zdziwiona Veronica.
-Miałam wypadek po drodze.-zaśmiałam się i od razu zaczęłam ustawiać wszystkie rzeczy na odpowiednich miejscach.
-Jaki wypadek?-zapytała zdziwiona.
-Siatka mi pękła na środku pasów. Ale nikt na szczęście nie ucierpiał. Oprócz tej siatki oczywiście.
-Matko już myślałam, że kogoś zabiłaś.-zaśmiała się.
-Bez przesady.-pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-Z tobą nigdy nic nie wiadomo.
-Bez przesady.-powtórzyłam i od razu zabrałyśmy się do rozkładania rzeczy.
-Idę dzisiaj do Helen na babski wieczór. Nie obrazisz się jak zostawię cię samą?
-Jakoś może to przeżyję.-zaśmiałam się, przytulając się do niej po czym szybko pobiegłam do swojego pokoju. Leżałam na łóżku i słuchałam muzyki, a moje ciało w podświadomości tańczyło. Po dobrych dwóch godzinach spędzonych na szukaniu inspiracji w muzyce uznałam, że może lepiej mi będzie szło na świeżym powietrzu. Przebrałam się w krótkie spodenki i luźną, trochę za dużą bluzkę. Znalazłam moje adidasy do biegania i związałam włosy w wysokiego kucyka. Wyszłam z domu i zaczęłam biec swoją tradycyjną trasą. Temperatura była wręcz idealna do tego żeby ruszyć się z domu. Piękny zachód słońca w tle i można by powiedzieć, że scena jak z jakiegoś filmu. Tradycyjnie skończyłam mój mały maraton na plaży. Słońce już prawie całkowicie zaszło. Jak zwykle nikogo nie było na tej plaży o takiej porze. Zresztą i tak mało osób tutaj przychodzi. Temperatura wody wręcz namawiała żeby się wykąpać. Zaczęłam ściągać bluzkę zadowolona ze swojego genialnego pomysłu.
-Łał czemu wcześniej tutaj nie przyjeżdżałem skoro można sobie popatrzeć na darmowy striptiz?-zamarłam słysząc męski głos za moimi plecami.



Chciałabym serdecznie powitać na moim nowym blogu :) Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu :)
Nie wiem co ile będą się pojawiały nowe rozdziały. To raczej zależy od tego czy będę miała dużo na głowie oraz czy będzie ktokolwiek to czytał i komentował (chociaż z doświadczenia wiem, że o to drugie to trudniej niż o szóstkę z matmy).

Pozdrawiam i całuję Harolda :*

9 maja 2015

Prolog



-Niall, to jaki on był?-uniosłem wzrok znad kubka, w który dzielnie się wpatrywałem kiedy moi przyjaciele odpowiadali na wszystkie pytania. Rozejrzałem się i zauważyłem, że oczy wszystkich zwrócone są w moją stronę.
-Jaki on?-zapytałem, kompletnie nie wiedząc o co chodzi.
-Ostatni rok twojego życia.-dopowiedziała dziennikarka, która przeprowadzała z nami ten nudny wywiad.
-Ciekawy, zaskakujący, niesamowity, inny.-odpowiedziałem lekko uśmiechając się bo w mojej głowie pojawiła się roześmiana Lily, która najprawdopodobniej ogląda teraz ten wywiad w internecie, ma na sobie stary rozciągnięty dres, kolana pod brodą, jedną dłoń trzyma na myszce, a drugą cały czas poprawia włosy.
-Może zdradzisz nam więcej szczegółów. Wasi fani chcą poznać choć najmniejszy szczegół.
-Muszę ich rozczarować ale niestety ten rok jest moją słodką tajemnicą i nie zamierzam nikomu nic zdradzać. Na pewno jeszcze nie teraz.-w mojej głowie pojawiały się kolejne wspomnienia jakie udało mi się uzbierać w ciągu tych 365 dni.

Ze snu wyrwał mnie dźwięk mojego budzika. Przetarłem twarz dłonią i wyłączyłem to piekielne urządzenie. Wtedy też zorientowałem się, że znowu śpię po jej stronie łóżka. Ten koszmar nigdy się nie skończy.