13 sierpnia 2015

Rozdział 4


Wyszłam jak najszybciej z pomieszczenia, do którego nagle postanowili zejść się wszyscy. Jedyną osobą, która została na dworze był barman. Oparłam się o blat i zamówiłam kolejną kolejkę.
-Kochanie, a ty czemu nie piszczysz razem z resztą?-zapytał podając mi kieliszek z bezbarwnym płynem. Szybko go wyzerowałam aż przeszły mnie dreszcze.
-Cóż nie sądzę żeby to było konieczne. Poproszę jeszcze jednego.-uśmiechnęłam się.
-Może nie tak szybko?
-Może będziesz pracował, a nie prawił kazania?-sarkazm aż wrzał w moich ustach.
-Spokojnie panienko.-zaśmiał się i podał mi to czego potrzebowałam. Odeszłam od baru i usiadłam na jednym z wielu leżaków. Ludzie zaczęli wracać do ogrodu. Przy barze znowu zrobiło się tłoczno. W sumie to czemu nigdy wcześniej nie zadawałam się z Eleną. Takie fajne imprezy organizuje. Obserwowałam jak chłopcy skaczą do basenu i wrzucają swoje dziewczyny, które dzielnie udają, że nie podoba się im ta zabawa. Nagle ktoś zasłonił mi widok. Podniosłam głowę i oślepiło mnie słońce bo osobnik już zdążył się przesunąć i usiąść na sąsiednim leżaku.
-Masz ochotę na drinka?
-Nie wiem czy powinnam już trochę dużo wypiłam i może się to źle skończyć. Może dla mnie ale też dla kogoś innego. I co ja wtedy zrobię? Będę się czuła winna do końca życia.
-Pij i nie gadaj.-wepchnął mi czerwony kubeczek do dłoni, a ja nie myśląc co robię przechyliłam go i wypiłam wszystko duszkiem.
-Więcej nie piję.-poprawiłam się na leżaku i zamknęłam oczy. Szum w mojej głowie był podobny do szumu morza. Zaśmiałam się sama do siebie bo właśnie uświadomiłam sobie, że siedzi obok mnie koleś, którego miałam unikać, a teraz piję od niego drinki. Lily jesteś kretynką. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Nialla, który przyglądał się jak jacyś kretyni podtapiali dziewczyny.
-Ducha zobaczyłaś?-zapytał nie odrywając wzroku od sceny jaka miała miejsce w basenie.
-Bardzo możliwe.-odpowiedziałam i wstałam z niemałymi problemami.
-Dokąd idziesz?-zapytał tym razem zwracając swój wzrok na mnie.
-Gdzieś gdzie ciebie nie ma.-pokazałam mu język, a dopiero po sekundzie uznałam, że to dziecinne.
-Tylko się nie zgub.-zaśmiał się, a ja ruszyłam w poszukiwaniu łazienki bo mój pęcherz był bliski eksplozji. Załatwiłam moją potrzebę i od razu lepiej się poczułam. Związałam też włosy bo zaczęły mnie irytować. Wyszłam z powrotem do ogrodu i od razu ktoś mnie popchnął. Muzyka grała głośniej, a w basenie było trochę więcej ludzi. Generalnie bar już nie był tak okupowany ale za to zaczęto tańczyć. Zobaczyłam, że Melanie i Elena tańczą w basenie otoczone grupką jakiś napakowanych kolesi. Alkohol zamiast dać mi jakiegoś mocnego kopa do zabawy to wręcz odbierał mi energię. Wybrałam sobie leżak i zaczęłam iść w jego kierunku kiedy nagle ktoś złapał mnie w pasie i dosłownie porwał.
-Bomba leci!-wydarł się Niall i skoczył do basenu, a ja pisnęłam najgłośniej jak potrafiłam. W ciągu sekundy byłam cała mokra, a wszyscy cieszyli się i bili brawo. Kretyni. Wyrwałam się z jego uścisku i przetarłam twarz.
-Co ty sobie wyobrażasz?!-krzyknęłam.
-Luzuj panienko. Przecież żyjesz.-zaśmiał się, przecierając włosy dłonią.
-Idiota.-zaczęłam się przeciskać w stronę brzegu.
-Ej przestań przecież ostatnio na plaży było fajnie. Uznałem, że miło by było lepiej się poznać.
-To co się wtedy wydarzyło.. Ugh… Weź w ogóle lepiej zapomnij, że istnieję.-położyłam dłonie na brzegu i podciągnęłam się żeby wydostać się w bardziej suche miejsce. Jednak kiedy udało mi się już znaleźć w bezpieczniejszym miejscu rozpędzony koleś uderzył mnie łokciem i tym samym straciłam równowagę. W efekcie czego wpadłam z powrotem do wody, a dokładniej w silne ramiona.
-To się chyba nazywa przeznaczenie.-uśmiech zajął całą jego twarz. Pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-To się chyba nazywa pech.-Niall uśmiechnął się tylko jeszcze szerzej i niosąc mnie na rękach doszedł do brzegu po czym posadził mnie na niecce.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem. Ale może na dzisiaj wystarczy.-puścił mi oczko i odpłynął ochlapując mnie przy okazji. Wstałam szybko i ruszyłam w stronę domu. Znalazłam moje rzeczy i przebrałam się w suchą bieliznę. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Każda marzyła żeby być w takiej sytuacji jak ja ale mnie jakoś to nie kręciło. Może dlatego, że koleś, którego kiedyś uznawałam za idola i jednocześnie crusha, zaczął brać narkotyki i każdej nocy sypiać z inną dziewczyną. To kretyńskie uczucie kiedy na mnie patrzył z plakatów u mnie w pokoju zaczęło powracać, a ja tak bardzo go nie chciałam. Jedynym rozwiązaniem było unikanie gościa. Niestety tego nie ułatwił pojawiając się tam gdzie nie potrzeba.
-Ziema do Lily! Lily wracaj do nas!-poczułam jak ktoś delikatnie głaszcze mnie po ramieniu jednocześnie krzycząc do mojego ucha.
-Czego?-zapytałam wkurzona. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Podniosłam głowę i przetarłam oczy.
-Moja impreza jest aż tak beznadziejna, że zasnęłaś?-zaśmiała się Elena.
-Gdzie jestem?-zapytałam zdezorientowana.
-Nick znalazł cię na podłodze w łazience i przeniósł cię do mojego pokoju.-zaśmiała się siadając obok mnie.
-Ja pierdole. Przecież nie wypiłam aż tyle żeby tak odlecieć. A co robiłam zanim znalazłam się w domu?-usiadłam nieźle przerażona tym co mogłam zrobić.
-Pływałaś w objęciach Nialla.-poruszyła brwiami w znaczący sposób.
-Oh, czyli nie zrobiłam w międzyczasie niczego głupiego. Przyszłam do domu, przebrałam się i zasnęłam na podłodze w łazience.-wyliczyłam-Nie wierzę, że zasnęłam myśląc o moim marnym życiu.
-Lily Collins jesteś oficjalnie moją ulubioną osobą. Czemu nie zadawałam się z tobą wcześniej?-zapytała Elena podając mi butelkę z wodą.
-Bo wolałaś być dla mnie suką?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Dobra chodź lepiej na dół. Impreza trwa w najlepsze, a ty tutaj śpisz.-wstałam za nią z wielkiego łóżka i razem zeszłyśmy na dół. Elena nie kłamała mówiąc, że impreza nadal trwa i to w najlepsze. Niektórzy nawet siedzieli jeszcze w basenie. Jednak większość albo tańczyła albo rozmawiała w mniejszych czy większych grupkach. Byli też tacy co grali w różne gry. Większość, jednak to trzeba przyznać, nieźle się zataczała. Zlokalizowałam Melanie, która zajęta była wiszeniem na jakimś napakowanym kolesiu. Najwidoczniej porzuciła plan zaciągnięcia Nialla Horana do łóżka.
-Poczekaj na mnie, za chwilę wracam.-Elena wróciła do domu, a ja w międzyczasie rozpuściłam włosy i przejrzałam się w wielkich drzwiach tarasowych żeby sprawdzić czy nie wyglądam jak ostatnie pośmiewisko. Gospodyni wróciła po minucie z butelką wódki w dłoni.
-Nie mogłyśmy wziąć od barmana?-zapytałam śmiejąc się jednocześnie z jej miny, która mówiła: jestem mistrzem.
-Ta wódka jest wódką na specjalne okazje. Trzymam ją pod łóżkiem i mam ochotę ją dzisiaj z tobą wypić.-powiedziała dumna z siebie i zdecydowanie zbyt zadowolona. Podała mi butelkę, a ja pokręciłam z niedowierzaniem głową.
-Okej.-usiadłyśmy na trawie po czym odkręciłam korek i od razu poczułam ostry zapach alkoholu.
-Zapamiętaj tę noc do końca życia bo drugi raz nie będę z tobą pić wódki na specjalne okazje. Chyba, że na twoim panieńskim albo moim. Ale to dopiero za sto lat. Do dna panno Lilianno!
-Twoje zdrowie!-uniosłam butelkę do góry wznosząc toast po czym przyłożyłam do ust i wzięłam spory łyk.

Obudziłam się z przeraźliwym bólem głowy. Chciałam ułożyć się w wygodniejszej pozycji i rozprostować kręgosłup ale czyjeś ramiona skutecznie mi w tym przeszkadzały. Udało mi się otworzyć oczy i zorientować się, że leżę wśród grupy nieznajomych na kanapie Eleny. Natomiast ramiona tak szczelnie mnie otaczające należą do jakiegoś przystojnego bruneta. Mam nadzieję, że się co najmniej z nim całowałam bo był naprawdę niezły. Wyplątałam się z jego objęć mimo iż tak naprawdę mogłabym w nich zostać do końca życia ale nie pozwalał mi na to mój pęcherz. Ominęłam parę śpiących ludzi na podłodze i dostałam się do łazienki. Po krótkich oględzinach mojego stanu wyszłam i od razu skierowałam swoje kroki w stronę wyjścia do ogrodu. Słońce mocno świeciło, a niebo było bezchmurne. W ogrodzie też spali ludzie w różnych dziwnych pozycjach co ciekawsze. Dopiero po chwili zauważyłam, że jedna osoba siedzi na brzegu basenu i moczy sobie nogi. W dłoni trzymał zapalonego papierosa, a obok niego stała butelka z wodą. Co ciekawsze wpatrywał się we mnie jak w jakiś obrazek i lekko przy tym przygryzał dolną wargę. Ruszyłam w jego stronę tylko po to żeby napić się jego wody.
-Cześć.-powiedziałam siadając obok i też wpuszczając nogi do basenu.
-Cześć.-parsknął śmiechem.
-Co zrobiłam wczoraj wieczorem, że nie możesz przestać się śmiać?-zapytałam.
-Cóż po tym jak obaliłyście z tą laską, która chyba organizowała całą tą imprezę, całą butelkę wódki czy w trakcie?-zaciągnął się.
-Ja pierdole. Chyba jednak wolę nie wiedzieć. Tak naprawdę to tylko chciałam napić się twojej wody.-powiedziałam pokazując butelkę, która stała między nami.
-Pij dziewczyno pij.-zaczął nucić jakąś nieznaną mi melodię. Wzięłam to co chciałam, napiłam się i odłożyłam jego rzecz.
-Dzięki.

Po powrocie do domu od razu weszłam pod prysznic. Moje ciało wręcz tego żądało. Kiedy wyszłam spod prysznica ubrałam się w zwykłe leginsy i za dużą bluzę. Wysuszyłam włosy i uznałam, że może się zdrzemnę. Jednak długo nie mogłam zasnąć i tylko leżałam wpatrując się w sufit. Po paru minutach wstałam i wyciągnęłam z szuflady w biurku duży zeszyt. Okładka była obklejona plakatem wyrwanym z gazety. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać kolejne strony, na których kiedyś zapisywałam moje przemyślenia głównie na temat ludzi, których uważałam za idoli. Miałam parę stron poświęconych dla każdego członka mojego ulubionego zespołu. Nadal bardzo lubiłam ich muzykę jednak sympatia do chłopaków zdecydowanie opadła kiedy światło dzienne ujrzały fakty, które mówiły jacy są naprawdę. Wiem, że może nie powinnam ufać mediom ale to właśnie one były głównym źródłem mojej wiedzy. Zresztą trochę ciężko zaprzeczać temu, że ktoś jest wynoszony z imprezy bo sam nie jest w stanie iść. Odkąd takie informacje regularnie zaczęły się pojawiać w internecie i gazetach przestałam aż tak bardzo podziwiać tych chłopaków. Od roku spokojnie żyłam sobie słuchając ich starych piosenek i licząc na to, że kiedyś wydadzą kolejny krążek. W internecie pojawiały się kolejne artykuły głównie o Niallu Horanie, czyli kolesiu, którego najbardziej lubiłam z całej piątki. Kobiety do towarzystwa i szalone imprezy, na których coraz częściej pojawiały się narkotyki. Ze ścian w moim pokoju zniknęły wszystkie plakaty, a ja postanowiłam, że raz na zawsze daję sobie z nimi spokoju i tylko czekam na muzykę jeżeli jeszcze kiedyś uda im się nagrać coś tak dobrego jak poprzednie albumy. O ironio pół roku później do miasta, które jest na końcu świata postanowił się wprowadzić nie kto inny tylko Niall Horan i z tego co ludzie mówią ma tutaj zostać na pewien czas. Wszystko było by dobrze gdyby nie to, że to akurat do mnie koleś musiał się przyczepić. Odłożyłam zeszyt na jego stare miejsce. Może po prostu powinnam dalej go unikać, przestać być nie miła kiedy tylko go widzę i dać mu czas żeby się odczepił sam. Prędzej niż później się mną znudzi. Zeszłam na dół gdzie przywitała mnie Veronica, która nie wyglądała na zbyt zadowoloną ze stanu w jakim pojawiłam się w domu. Nigdy jej nie zrozumiem. Jak wychodzę na imprezy-źle, jak nie wychodzę na imprezy-źle. Zresztą jestem dorosła. Zaczęła swoją gadkę na temat jak bardzo nie odpowiedzialną osobą jestem. Prawda jest taka, że żaden lekarz nie zabronił mi pić alkoholu. Miałam to robić jak każda normalna osoba, czyli bez granic ale z głową. Może trochę wczoraj zaszalałam ale to nie zmienia faktu, że świat się nie skończył, a ja wróciłam w jednym kawałku na dodatek z najlepszej jak dotąd w moim życiu imprezy. Jednak ona nie chciała nawet słuchać moich tłumaczeń. Znowu miała ten jeden ze swoich humorków. Zawsze w takich sytuacjach robiłam dwie rzeczy. Albo zamykałam się w swoim pokoju i słuchałam muzyki jak najgłośniej tylko się dało albo szłam na plażę. Dzisiaj zdecydowanie miałam ochotę po przebywać na świeżym powietrzu razem z moimi myślami. Tylko ja i szum morza.